wtorek, 14 marca 2017

Art brut

Nigdy nie lubiałam być duszą towarzystwa. Zawsze wolałam słuchać niż mówić. Byłam trochę wycofana. Kiedy miałam odezwać się na lekcji, bądź zapytać o coś, serce waliło mi jak oszalałe. Często nawet się nie odzywałam. Do dziś tego nie rozumiem, ale zdałam sobie sprawę, że niepotrzebnie. Niestety taki człowiek cierpi bo jak się zakochuje, to bardzo mocno. Wszystk przez to, że całą swoją miłość jaką nie ma na kogo przelać, skupia się na jednej osobie. Tej, która sprawia, że może czuć się swobodnie, szczęśliwa.
I to uczucie jest, ale ja już jestem inna. Już nie boję się rozmawiać, Uświadomiłąm sobie, że większość tych ludzi może być taka jak ja. Czyli wycofana, zawsze czekałam aż ktoś zrobi pierwszy krok, bo sama się bałam. A do dziś postawiłam już sama wiele pierwszysch kroków. Ludzie lubią jak się nimi interesujemy, więc to jest wstęp do rozmowy. Zapytanie co u ciebie słychać?; jak spędziłaś wakacje?; jak mija dzień? A jeśli osoba ma dzieci to na pewno będize chciała opowiedzieć coś o nich.
To mnie przekonało, że nie warto zamykać się na ludzi, którzy nie wysyłają znaków energii pokrewnej do mojej. Nauczyłam się, w końcu się nauczyłam rozmawiać.
Zawsze zastanawiam się dlaczego taka byłam? Dlaczego nie potrafiłam robić tych pierwszych kroków. Co było tego przyczyną? Może moja niska samoocena, czucie się gorszej zamykało mi usta, może stres związany z tym co działo się w domu zamykał mi usta, może inne wydarzenie z mojego życia, którego być może nie pamiętam zamknęło mi usta. Nie wiem, może pomogło by mi to w 100% uwolnić się od ciężaru, toroche irytującej osobowości. Jednak stawiam małe kroczki by się otworzyć i to wychodzi. Tłumaczę sobie różne rzeczy i sama dadaję sobie wiary. Powtarzam w myślach dasz radę, idź dalej. I jest coraz lepiej. Nigdy nie uważałam też że mam pecha, nawet jak już coś złego się wydarzyło, uważałam, że mogło być gorzej i szłam dalej. Bo zawsze mimo gorszych dni, działo się coś dobrego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz